Jadąc w tą podróż nie mogliśmy już doczekać się wyprawy do Petry by zobaczyć na własne oczy jeden ze współczesnych cudów świata. Jednak zanim wyruszyliśmy , spędziliśmy kilka leniwych dni w Sharm-el-Sheik głównie nurkując i pływając wśród morskiej flory i fauny. Zbieraliśmy siły przed głównymi punktami naszej wycieczki. Naszą wycieczkę rozpoczęliśmy od wizyty na pustyni Wadi Rum z czerwonym piaskiem. Należy ona do jednej z najpiękniejszych pustyń na świecie, a to za sprawą jej różnorodności terenu. Możemy tu znaleźć rozległe płaskie tereny pokryte kolorowym piaskiem, potężne formacje skalne, które stwarzają bardzo dobre warunki do wspinaczki wysokogórskiej, a także pustynną roślinność, która w sezonie deszczowym przeczy stereotypom flory pustynnej. Dla urozmaicenia zwiedzania tego terenu odbyliśmy ciekawą przejażdżkę starymi, wojskowymi jeepami rodem z filmu „Indiana Jones”. Jadąc przez pustynię mijaliśmy gliniane wioski zostawiając z tyłu tumany kurzu. By otrzepać się z piachu zrobiliśmy krótki postój na herbatkę z mieszaniną ziół, która świetnie gasiła nasze pragnienie. Jako miłośnik mocnej, dobrej herbaty dokonałam zakupu tej niesamowitej mieszanki zielnej. Teraz pijąc herbatkę zimową porą wracam wspomnieniami do tamtej chwili. Po zwariowanej zmotoryzowanej wyprawie czekał na nas Meczet króla Abdullaha Husajna. Niestety nie mogliśmy wejść do środka. Zostało nam tylko podziwianie z zewnątrz. Trzeba przyznać, że jest zupełnie inny od tych, które do tej pory widziałam. Bardzo współczesny o ostrych kantach i ogromnej błękitnej kopule.
Na następny dzień czekała na nas wyczekana Petra. Aby ujrzeć to niepowtarzalne miejsce trzeba odbyć 1h spacer wewnątrz wąwozu As Sik. Warto, gdyż samo przebywanie w wąwozie dostarcza wielu wrażeń, a to za sprawą obcowania z historią. Otóż wąwóz ten był niegdyś miejscem docelowym wielu karawan. Kwitło tu życie codzienne jak i handlowe a to głównie za sprawą wody pitnej, która była tu dostarczana specjalnymi wykutymi rynnami oraz cienia jakie dawały zbocza wąwozu. Po przyjemnym spacerze cali zakurzeni dotarliśmy przed ścianę ze skarbcem. Jego ogrom, umiejscowienie jak i precyzja wykonania zrobiło na nas niesamowite wrażenie. A do tego towarzyszące uczucie niewiarygodności, że znaleźliśmy się na planie filmowym. To tutaj kręcone były sceny do „Indiana Jones – ostatnia krucjata”
Petra to nie tylko skarbiec. To również liczne stare grobowce wykute wysoko w skałach, to opustoszałe domy skalne i oczywiście arabska knajpka z widokiem na kolorowe skały o zachodzie słońca. Spędziliśmy tam ponad połowę dnia, a z chęcią zostałabym dłużej…
Następnie udaliśmy się do stolicy Jordanii, Ammanu. Piękne miasto, które prężnie się rozwija nie zapominając o dawnych czasach. Wybraliśmy się do Gerasy, starożytnego miasta rzymskiego w samym sercu Ammanu. Nie jest to rozreklamowane turystycznie miejsce…nie wiem dlaczego, gdyż jest tu cudnie. Możemy zobaczyć bardzo dobrze zachowany amfiteatr, w którym mieliśmy okazję wysłuchać koncertu na bębnach. Przechodziliśmy starymi alejami handlowymi a nad naszymi głowami latały „polskie” bociany, które doleciały tu by przezimować chłodne miesiące z naszym kraju. Spacerując jordańskimi ulicami czuliśmy się wyjątkowo bezpiecznie. Nie odczuwało się zagrożeń jakie czekały tuż obok. Jordania to również piękne meczety, stare mediny i kościoły ale również źródełko Mojżesza, gdzie wciąż płynie woda, która ma podobno właściwości uzdrawiające. Tego nie wiem, a le z pewnością nie jest trująca, gdyż piłam ją w dużych ilościach i nie zaobserwowałam żadnych dolegliwości chociażby pokarmowych. Po napełnieniu butelek „zdrową” wodą udaliśmy się w kierunku góry Nebo, z której Mojżesz zobaczył ziemię obiecaną. Przy dobrych warunkach atmosferycznych rozpościera się przed nami widok na Izrael. Ku czci jednego Boga wszystkich narodów postawiono tu pomnik, który nosi nazwę Księga Miłości Między Narodami ( napis przełożony z łaciny brzmi: „Jeden Bóg, Ojciec wszystkich, ponad wszystkim” ). Pomysłodawcą tego dzieła bym Jan Paweł II, który posadził tu również drzewko oliwne.
Stąd jest już bardzo blisko do Izraela. Po gruntownej kontroli granicznej znaleźliśmy się w „Ziemi Obiecanej”. Była to dla mnie druga podróż do tego kraju dzięki czemu mogłam uporządkować sobie zdobytą wiedzę, usystematyzować obrazy ze wspomnień oraz poznać nowe miejsca. Izrael to kraj kontrastów, kolebka religii. Mimo tego co pokazują w TV, będąc na miejscu nie odczuwa się konfliktu wyznaniowego na tak dużą skalę! Nie oznacza to, że wyznawcy 4 religii ( muzułmanie, wyznawcy Judaizmu, katolicy i prawosławni )- oczywiście odłamów wyznaniowych jest znacznie więcej- kochają się z wzajemnością. Jednak obecny konflikt dotyczy głównie zajmowanego terytorium a nie samego wyznania. W Jerozolimie są takie miejsca kultu religijnego, które są podzielone na części wyznaniowe i nikt nie protestuje. Dokonali podziału i tego się trzymają. Przykładem takiego miejsca jest Bazylika grobu pańskiego, gdzie odprawiane są modlitwy i obrzędy religijne różnych mniejszości religijnych. Przedstawiciele religii mają wyznaczone swoje godziny i nikt nikomu nie wchodzi w drogę.
Myślę iż ciężko znaleźć drugie tak głośne miejsce jakim jest Jerozolima. A to za sprawą styku tylu religii. W jednym czasie można usłyszeć „szepty” przy ścianie płaczu, nawoływania Muezina z górującej nad miastem Kopuły Skały, prawosławne pieśni jak i głośne modlitwy katolików pokonujących drogę krzyżową.
Podróż do Izraela to niewątpliwie przeżycie duchowe zwłaszcza dla osób mocno wierzących, ale nie tylko. Przebywanie w takich miejscach wywołuje spore refleksje nad samym sobą. Myśląc o Izraelu od razu większość z nas myśli o Jerozolimie. Ten kto szuka pięknych kościołów rzucających się w oczy bogactwem w zdobieniu ten przeżyje głębokie rozczarowanie… trzeba pamiętać, że dużo się zmieniło od tamtych czasów. Miasto powstało na nowo, więc większość „świętych miejsc” jest często ukryta. Nad nimi powstałe co prawda świątynie jednak z zewnątrz nie wyróżniają się niczym szczególnym i czasem ciężko uwierzyć, że Tuś pod spodem znajduje się takie ważne miejsce. Takim przykładem jest choćby Bazylika Narodzenia. Brzmi bardzo wzniośle, a przechodzą tuż obok ciężko uwierzyć, że to właśnie tutaj. Fasady dosłownie wtapiają się w stare mury miasta, które są zrobione z kamienia. Nie ma wyodrębnionego terenu, ciężko rozpoznać nawę główną. Wejście do owej świątyni jest bardzo niskie i wąskie. Powstało z myślą o bezpieczeństwie by chronić dobra ukryte we wnętrzu. Przez tak małe drzwi nie mogli przedrzeć się rabusie na koniach czy choćby na osłach, ciężko byłoby wynieść drogocenne przedmioty. Dziś drzwi te noszą nazwę Drzwi Pokory a to dlatego, że trzeba się pochylić (pokłonić) by wejść do środka. We wnętrzu bazyliki nie znajdziemy pozłoconych obrazów, ornamentów i innych zdobień tak często obserwowanych w polskich kościołach katolickich. Charakterystycznym elementem jest sklepienie w kształcie dna Arki Noego. Ten element jest powtarzalny w wielu kościołach na terenie Jerozolimy. By móc podziwiać „stajenkę” trzeba zejść w dół po schodkach dosłownie pod posadzkę. Tam znajduje się ta prawdziwa stajenka, a tak naprawdę grota skalna, w której przyszedł na świat Jezus. A dlaczego grota a nie drewniana stajenka? Gdyż w tamtych czasach nie budowano z drewna tylko z kamienia. Drewno było z byt drogim środkiem budulcowym, gdyż na tych terenach było go mało. Centralne miejsce zajmuje gwiazda umiejscowiona w podłożu z otworem, przez który można dotknąć oryginalną skałę.
Takich duchowych miejsc jest wiele. Należą do nich między innymi: wspomniana Bazylika Narodzenia, Grota Mleczna, Bazylika Zaśnięcia, Bazylika Grobu Pańskiego, Ogród Getsemani, Kościół Ojcze Nasz, Droga Krzyżowa i wiele, wiele innych. Spacerując ulicami Jerozolimy, kiedy przymkniemy oczy a uruchomimy naszą wyobraźnię możemy poczuć się jak za dawnych czasów. A to za sprawą architektury, która została zachowana w stylu jaki panował w średniowieczu. Kamienne ulicy i mury. Niska zabudowa domów z kamienia, stare bramy i małe stragany. Wykopaliska tuz przy głównych drogach, stare kamienne cmentarze i oczywiście ściana płaczu. Podczas poprzedniej wyprawy miałam okazję zobaczyć jak wygląda chrzest Baptystów w rzece Jordan. Ciekawe doświadczenie, którego nie oferuje żadne biuro podróży. Czego nie ma w ofercie biur to również wspinaczka na górę kuszenia, z której rozpościera się niesamowity widok. Jeśli ktoś z Was ma więcej czasu to polecam wybranie się do jednego z kibucy (to takie nasze gospodarstwa rolne) gdzie toczy się normalne życie z dala od turystyki. To tam rosną najsmaczniejsze pomarańcze i robią najlepsze lody z krowiego mleka:) Jednak nie cały Izrael żyje w cieniu historii. Jest to stosunkowo młode państwo, które prężnie się rozwija. Przykładem współczesności jest Ejlat położony nad samym morzem Czerwonym. Miałam okazję spędzić tu kilka dni podczas poprzedniego pobytu. Jest to portowe miasto, które tętni życiem. Pełno tu nowoczesnej zabudowy, drogich domów i szybkich samochodów. Jeśli ktoś z Was chce zakosztować nowożytnej kultury żydowskiej nie natchnionej religią to właśnie Ejlat jest idealnym miejscem.
Na koniec wycieczki przez Izrael wybraliśmy się nad Morze Martwe. Polecam!! Gdyby było to bliżej mnie z pewnością gościłabym tam częściej, a to za sprawą właściwości zdrowotnych i kosmetycznych tego miejsca. Sam krajobraz nie jest urzekający, jest to spowodowane ogromnym zasoleniem terenu. Ale sama woda i błoto, które jest znane w drogich salonach kosmetycznych działa rewelacyjnie na naszą skórę. Prawdziwy salon piękności pod gołym niebem i to bez ograniczeń czasowych. By w pełni skorzystać z właściwości błota z morza martwego polecam wybranie się tam w lutym/marcu gdyż wtedy jest większa wilgotność powietrza dzięki czemu błota nie wysycha i jest bardziej dostępne. W lecie słońce grzeje bardzo mocno ( w sierpniu było +50°C), więc ciężko dostać tyle błota by pokryć całe ciało.
Wracając do Egiptu skąd wyruszyliśmy warto wybrać się na wschód słońca na górze Synaj. Nie chodzi tu o romantyzm czy duchowość chwili, ale o samo wrażenie estetyczne. Wycieczka zaczyna się średnio ok. 2-3 2 nocy/nad ranem. Ci, którzy nie mają kondycji część trasy mogą pokonać na grzebiecie wielbłąda. Dal reszty rozpoczyna się 2h wspinaczka przy blasku gwiazd. Nie jest to spacerek:) ale widok, który na nas czeka wynagradza ten trud. Po zejściu z góry już w pełnym słońcu możemy zwiedzić potężny klasztor Św. Katarzyny.
Mieszanina religii, historii i niesamowitej przyrody sprawia, że nie da się zapomnieć tych miejsc.


















































































