RSS
 

Jordania i Izrael

04 mar

Jadąc w tą podróż nie mogliśmy już doczekać się wyprawy do Petry by zobaczyć na własne oczy jeden ze współczesnych cudów świata. Jednak zanim wyruszyliśmy , spędziliśmy kilka leniwych dni w Sharm-el-Sheik głównie nurkując i pływając wśród morskiej flory i fauny. Zbieraliśmy siły przed głównymi punktami naszej wycieczki. Naszą wycieczkę rozpoczęliśmy od wizyty na pustyni Wadi Rum z czerwonym piaskiem. Należy ona do jednej z najpiękniejszych pustyń na świecie, a to za sprawą jej różnorodności terenu. Możemy tu znaleźć rozległe płaskie tereny pokryte kolorowym piaskiem, potężne formacje skalne, które stwarzają bardzo dobre warunki do wspinaczki wysokogórskiej, a także pustynną roślinność, która w sezonie deszczowym przeczy stereotypom flory pustynnej. Dla urozmaicenia zwiedzania tego terenu odbyliśmy ciekawą przejażdżkę starymi, wojskowymi jeepami rodem z filmu „Indiana Jones”. Jadąc przez pustynię mijaliśmy gliniane wioski zostawiając z tyłu tumany kurzu. By otrzepać się z piachu zrobiliśmy krótki postój na herbatkę z mieszaniną ziół, która świetnie gasiła nasze pragnienie. Jako miłośnik mocnej, dobrej herbaty dokonałam zakupu tej niesamowitej mieszanki zielnej. Teraz pijąc herbatkę zimową porą wracam wspomnieniami do tamtej chwili. Po zwariowanej zmotoryzowanej wyprawie czekał na nas Meczet króla Abdullaha Husajna. Niestety nie mogliśmy wejść do środka. Zostało nam tylko podziwianie z zewnątrz. Trzeba przyznać, że jest zupełnie inny od tych, które do tej pory widziałam. Bardzo współczesny o ostrych kantach i ogromnej błękitnej kopule.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Na następny dzień czekała na nas wyczekana Petra. Aby ujrzeć to niepowtarzalne miejsce trzeba odbyć 1h spacer wewnątrz wąwozu As Sik. Warto, gdyż samo przebywanie w wąwozie dostarcza wielu wrażeń, a to za sprawą obcowania z historią. Otóż wąwóz ten był niegdyś miejscem docelowym wielu karawan. Kwitło tu życie codzienne jak i handlowe a to głównie za sprawą wody pitnej, która była tu dostarczana specjalnymi wykutymi rynnami oraz cienia jakie dawały zbocza wąwozu. Po przyjemnym spacerze cali zakurzeni dotarliśmy przed ścianę ze skarbcem. Jego ogrom, umiejscowienie jak i precyzja wykonania zrobiło na nas niesamowite wrażenie. A do tego towarzyszące uczucie niewiarygodności, że znaleźliśmy się na planie filmowym. To tutaj kręcone były sceny do „Indiana Jones – ostatnia krucjata” :) Petra to nie tylko skarbiec. To również liczne stare grobowce wykute wysoko w skałach, to opustoszałe domy skalne i oczywiście arabska knajpka z widokiem na kolorowe skały o zachodzie słońca. Spędziliśmy tam ponad połowę dnia, a z chęcią zostałabym dłużej…

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Następnie udaliśmy się do stolicy Jordanii, Ammanu. Piękne miasto, które prężnie się rozwija nie zapominając o dawnych czasach. Wybraliśmy się do Gerasy, starożytnego miasta rzymskiego w samym sercu Ammanu. Nie jest to rozreklamowane turystycznie miejsce…nie wiem dlaczego, gdyż jest tu cudnie. Możemy zobaczyć bardzo dobrze zachowany amfiteatr, w którym mieliśmy okazję wysłuchać koncertu na bębnach.  Przechodziliśmy starymi alejami handlowymi  a nad naszymi głowami latały „polskie” bociany, które doleciały tu by przezimować chłodne miesiące z naszym kraju. Spacerując jordańskimi ulicami czuliśmy się wyjątkowo bezpiecznie. Nie odczuwało się zagrożeń jakie czekały tuż obok. Jordania to również piękne meczety, stare mediny i kościoły ale również źródełko Mojżesza, gdzie wciąż płynie woda, która ma podobno właściwości uzdrawiające. Tego nie wiem, a le z pewnością nie jest trująca, gdyż piłam ją w dużych ilościach i nie zaobserwowałam żadnych dolegliwości chociażby pokarmowych. Po napełnieniu butelek „zdrową” wodą udaliśmy się w kierunku góry Nebo, z której Mojżesz zobaczył ziemię obiecaną. Przy dobrych warunkach atmosferycznych rozpościera się przed nami widok na Izrael.  Ku czci jednego Boga wszystkich narodów postawiono tu pomnik, który nosi nazwę Księga Miłości Między Narodami ( napis przełożony z łaciny brzmi: „Jeden Bóg, Ojciec wszystkich, ponad wszystkim” ). Pomysłodawcą tego dzieła bym Jan Paweł II, który posadził tu również drzewko oliwne.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Stąd jest już bardzo blisko do Izraela. Po gruntownej kontroli granicznej znaleźliśmy się w „Ziemi Obiecanej”. Była to dla mnie druga podróż do tego kraju dzięki czemu mogłam uporządkować sobie zdobytą wiedzę, usystematyzować obrazy ze wspomnień oraz poznać nowe miejsca. Izrael to kraj kontrastów, kolebka religii. Mimo tego co pokazują w TV, będąc na miejscu nie odczuwa się konfliktu wyznaniowego na tak dużą skalę! Nie oznacza to, że wyznawcy 4 religii ( muzułmanie, wyznawcy Judaizmu, katolicy i prawosławni )- oczywiście odłamów wyznaniowych jest znacznie więcej- kochają się z wzajemnością. Jednak obecny konflikt dotyczy głównie zajmowanego terytorium a nie samego wyznania. W Jerozolimie są takie miejsca kultu religijnego, które są podzielone na części wyznaniowe i nikt nie protestuje. Dokonali podziału i tego się trzymają. Przykładem takiego miejsca jest Bazylika grobu pańskiego, gdzie odprawiane są modlitwy i obrzędy religijne różnych mniejszości religijnych. Przedstawiciele religii mają wyznaczone swoje godziny i nikt nikomu nie wchodzi w drogę.
Myślę iż ciężko znaleźć drugie tak głośne miejsce jakim jest Jerozolima. A to za sprawą styku tylu religii. W jednym czasie można usłyszeć „szepty” przy ścianie płaczu, nawoływania Muezina z górującej nad miastem Kopuły Skały, prawosławne pieśni jak i głośne modlitwy katolików pokonujących drogę krzyżową.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Podróż do Izraela to niewątpliwie przeżycie duchowe zwłaszcza dla osób mocno wierzących, ale nie tylko. Przebywanie w takich miejscach wywołuje spore refleksje nad samym sobą. Myśląc o Izraelu od razu większość z nas myśli o Jerozolimie. Ten kto szuka pięknych kościołów rzucających się w oczy bogactwem w zdobieniu ten przeżyje głębokie rozczarowanie… trzeba pamiętać, że dużo się zmieniło od tamtych czasów. Miasto powstało na nowo, więc większość „świętych miejsc” jest często ukryta. Nad nimi powstałe co prawda świątynie jednak z zewnątrz nie wyróżniają się niczym szczególnym i czasem ciężko uwierzyć, że Tuś pod spodem znajduje się takie ważne miejsce.  Takim przykładem jest choćby Bazylika Narodzenia. Brzmi bardzo wzniośle, a przechodzą tuż obok ciężko uwierzyć, że to właśnie tutaj.  Fasady dosłownie wtapiają się w stare mury miasta, które są zrobione z kamienia. Nie ma wyodrębnionego terenu, ciężko rozpoznać nawę główną. Wejście do owej świątyni jest bardzo niskie i wąskie. Powstało z myślą o bezpieczeństwie by chronić dobra ukryte we wnętrzu. Przez tak małe drzwi nie mogli przedrzeć się rabusie na koniach czy choćby na osłach, ciężko byłoby wynieść drogocenne przedmioty. Dziś drzwi te noszą nazwę Drzwi Pokory a to dlatego, że trzeba się pochylić (pokłonić) by wejść do środka. We wnętrzu bazyliki nie znajdziemy pozłoconych obrazów, ornamentów i innych zdobień tak często obserwowanych w polskich kościołach katolickich. Charakterystycznym elementem jest sklepienie w kształcie dna Arki Noego. Ten element jest powtarzalny w wielu kościołach na terenie Jerozolimy. By móc podziwiać „stajenkę” trzeba zejść w dół po schodkach dosłownie pod posadzkę. Tam znajduje się ta prawdziwa stajenka, a tak naprawdę grota skalna, w której przyszedł na świat Jezus. A dlaczego grota a nie drewniana stajenka? Gdyż w tamtych czasach nie budowano z drewna tylko z kamienia. Drewno było z byt drogim środkiem budulcowym, gdyż na tych terenach było go mało. Centralne miejsce zajmuje gwiazda umiejscowiona w podłożu z otworem, przez który można dotknąć oryginalną skałę.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Takich duchowych miejsc jest wiele. Należą do nich między innymi: wspomniana Bazylika Narodzenia, Grota Mleczna, Bazylika Zaśnięcia, Bazylika Grobu Pańskiego, Ogród Getsemani, Kościół Ojcze Nasz, Droga Krzyżowa i wiele, wiele innych. Spacerując ulicami Jerozolimy, kiedy przymkniemy oczy a uruchomimy naszą wyobraźnię możemy poczuć się jak za dawnych czasów. A to za sprawą architektury, która została zachowana w stylu jaki panował w średniowieczu. Kamienne ulicy i mury. Niska zabudowa domów z kamienia, stare bramy i małe stragany. Wykopaliska tuz przy głównych drogach, stare kamienne cmentarze i oczywiście ściana płaczu. Podczas poprzedniej wyprawy miałam okazję zobaczyć jak wygląda chrzest Baptystów w rzece Jordan. Ciekawe doświadczenie, którego nie oferuje żadne biuro podróży. Czego nie ma w ofercie biur to również wspinaczka na górę kuszenia, z której rozpościera się niesamowity widok. Jeśli ktoś z Was ma więcej czasu to polecam wybranie się do jednego z kibucy (to takie nasze gospodarstwa rolne) gdzie toczy się normalne życie z dala od turystyki. To tam rosną najsmaczniejsze pomarańcze i robią najlepsze lody z krowiego mleka:) Jednak nie cały Izrael żyje w cieniu historii.  Jest to stosunkowo młode państwo, które prężnie się rozwija. Przykładem współczesności jest Ejlat położony nad samym morzem Czerwonym. Miałam okazję spędzić tu kilka dni podczas poprzedniego pobytu. Jest to portowe miasto, które tętni życiem. Pełno tu nowoczesnej zabudowy, drogich domów i szybkich samochodów. Jeśli ktoś z Was chce zakosztować nowożytnej kultury żydowskiej nie natchnionej religią to właśnie Ejlat jest idealnym miejscem.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Na koniec wycieczki przez Izrael wybraliśmy się nad Morze Martwe. Polecam!! Gdyby było to bliżej mnie z pewnością gościłabym tam częściej, a to za sprawą właściwości zdrowotnych i kosmetycznych tego miejsca. Sam krajobraz nie jest urzekający, jest to spowodowane ogromnym zasoleniem terenu. Ale sama woda i błoto, które jest znane w drogich salonach kosmetycznych działa rewelacyjnie na naszą skórę. Prawdziwy salon piękności pod gołym niebem i to bez ograniczeń czasowych. By w pełni skorzystać z właściwości błota z morza martwego polecam wybranie się tam w lutym/marcu gdyż wtedy jest większa wilgotność powietrza dzięki czemu błota nie wysycha i jest bardziej dostępne. W lecie słońce grzeje bardzo mocno ( w sierpniu było +50°C), więc ciężko dostać tyle błota by pokryć całe ciało.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wracając do Egiptu skąd wyruszyliśmy warto wybrać się na wschód słońca na górze Synaj. Nie chodzi tu o romantyzm czy duchowość chwili, ale o samo wrażenie estetyczne. Wycieczka zaczyna się średnio ok. 2-3 2 nocy/nad ranem. Ci, którzy nie mają kondycji część trasy mogą pokonać na grzebiecie wielbłąda. Dal reszty rozpoczyna się 2h wspinaczka przy blasku gwiazd.  Nie jest to spacerek:) ale widok, który na nas czeka wynagradza ten trud. Po zejściu z góry już w pełnym słońcu możemy zwiedzić potężny klasztor Św. Katarzyny.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Mieszanina religii, historii i niesamowitej przyrody sprawia, że nie da się zapomnieć tych miejsc.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Afryka, Azja, Izrael, Jordania, podróże

 

Tunezja – przydatne informacje

02 mar

Kiedy lecieć?
Tunezja jest krajem bardzo zróżnicowanym pod względem klimatycznym, gdzie występują spore wahania temperatur o różnych porach roku. Najwięcej opadów deszczu jest w lutym i marcu. Najbardziej korzystne warunki pogodowe są od maja do końca września, kiedy temp. sięga 33°C.  W tym kraju północnej Afryki występuje ciekawe zjawisko atmosferyczne, a mianowicie sirocco. Jest to bardzo gorący wiatr z południa, który zapewnie bardzo ciepłe dni.

Co z czasem?
Obowiązuje tu czas środkowoeuropejski ( +1h GMT), natomiast latem zmieniany jest na zachodnioeuropejski dlatego też przez większą część roku nie ma różnicy czasowej między Polską a Tunezją.

Jak płacić?
Jednostką monetarną jest dinar tunezyjski (TND) 1TND = 0,70 €.
Kurs wymiany walut jest ustalony odgórnie przez Tunezyjski Bank Centralny, także nie należy obawiać się wahań kursu w zależności od miejsca wymiany. A może tego dokonać w bankach, kantorach czy recepcjach hotelowych. Nie ma najmniejszego problemu z płaceniem kartami czy czekami podróżnymi naturalnie wyłączając małe stragany z pamiątkami, bo na tych większych targowiskach zwłaszcza z wyrobami skórzanymi nie ma problemu z płaceniem kartą.
Co i ile kosztuje?
pieczywo – 0,15 do 0,25 TND
mleko 1l – 0,6 TND
masło – 0,,5 TND)
piwo – 0,7 aż 0,85 TND
woda pakowana – 0,28 aż 0,5 TND
znaczek na widokówkę do Europy – 0,6 TND
wypożyczanie parasoli i leżaków – 1,5 aż 2 TND
puszka coli – 1TND
sok pomarańczowy 1l – 1,5TND
deser lodowy – 2-5TND
kasza Kus Kus z mięsem – 6-7 TND
kawa, herbata – 1-1,5 TND


Co z napięciem elektrycznym?

Napięcie w Tunezji jest takie samo jak w Polsce – 220V. Czasem nocując w mini hotelikach ulokowanych na pustyni nie ma gniazdek w pokojach.

A kiedy główka boli?

Służba zdrowia jest na dość wysokim poziomie, więc nie musimy obawiać się wizyty w dużych szpitalach, jeśli zajdzie taka potrzeba. W razie wystąpienia jakichkolwiek dolegliwości bez problemu uzyskamy pomoc w recepcji hotelowej.

Ambulancja: 71960777, 71725555, 71281913, 71284808
Pierwsza pomoc: (Allo Docteur): 71781000, 71780000
Pogotowie ratunkowe: 190
Nocny dyżur lekarzy: 71 71 71
A gdy zgubimy dokumenty to co wtedy?
AMBASADA RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ W TUNISIE

Grand Boulevard de la Corniche

2045 Les Berges du Lac II

Tunis

telefony : (00 216) 71 196 193 ;  71 196 196

(00 216) 71 196 193      ;  71 196 196

faks : (00 216) 71 196 203

e-mail: tunis.amb.sekretariat@msz.gov.pl

Internet: www.tunis.polemb.net

 

Sekcja konsularna

W sprawach wizowych, paszportowych, obywatelskich
i innych konsularnych

telefon :             (00 216) 71 196 191
(w godzinach urzędowania)

faks : (00 216) 71 196 198

e-mail: tunis.amb.wk@msz.gov.pl

korespondencję do konsula należy kierować na adres:
anna.kaczynska@msz.gov.pl

UWAGA

poza godzinami pracy urzędu, w pilnych sprawach takich jak:

wypadki, napady, kradzieże paszportu lub jego zagubienie

telefon dyżurny: (00-216) 98 362 547

e-mail: tunis.wk.dyzurny@msz.gov.pl

Na co warto się przygotować?
Podróżując taksówkami trzeba nauczyć się targować, gdyż kierowcy jeżdżą bez taksometrów.

 

 

Jeśli macie jakieś pytania chętnie odpiszę.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Afryka, Tunezja, informacje

 

Tunezja

12 lut

Przed wyjazdem do Tunezji słyszeliśmy wiele negatywnych opinii. A mianowicie, że nie ma co tam jechać gdyż nie ma co zwiedzać, że nic się tam nie dzieje, że nic nowego nie zobaczycie… Postanowiliśmy przekonać się o tym na własnej skórze. I bardzo dobrze zrobiliśmy, gdyż po spędzeniu 2 tygodni w tym ładnym i pełnym miłych ludzi kraju, mamy zupełnie inne odczucia. Jest to ciepły, uroczy i mały kraj północnej Afryki. Posiada nie tylko ładne i czyste plaże ale przede wszystkim wiele ciekawych miejsc wart odwiedzenia. Podczas tygodniowego objazdu mieliśmy możliwość poznać Tunezję taką jaka jest, a to za sprawą p. Jacka, naszego przewodnika, nauczyciela kultury tunezyjskiej i przesympatycznego człowieka. Przebywając z nim mogliśmy czuć się naprawdę pewnie. W objeździe brało udział tylko 12 uczestników, więc przemieszczaliśmy się małym aczkolwiek wesołym busikiem. Przez całą naszą podróż towarzyszyła nam Jego świeżo poślubiona tunezyjska żona. Dzięki temu mieliśmy okazję dowiedzieć się naprawdę sporo o zwyczajach zaślubin w kulturze islamskiej i to nie czytając podręcznik, a słuchając opowieści dosłownie sprzed kilku dni :) I tak poruszając ciekawe tematy ruszyliśmy w trasę zaczynając na Monastir a kończąc na El-Dżem. Po drodze podziwialiśmy zabytki architektoniczne, obserwowaliśmy ceremonię obrzezania w meczecie Fryzjera, uciekaliśmy przed burzą piaskową i piliśmy pyszne herbatki w otoczeniu Tunezyjczyków próbując zrozumieć co do nas mówią…

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Monastir to jedno z bardziej popularnych miejsc zakwaterowania turystów, gdyż są tutaj wspaniałe plaże, ale nie tylko. Miasto to słynie głównie z olbrzymiego mauzoleum Habiba Burghiby, do którego prowadzi bardzo długi plac, symbolizujący jego potęgę. Przyjemnie schować się tu przed palącym słońcem, ale nie tylko.  Można popaść w chwilę zadumy nad precyzją wykonania tego marmurowego pomnika.  Stąd jest już bardzo blisko do Sousse, gdzie czeka nas spacer starymi medinami i sukami. To tutaj można kupić jakąś pamiątkę po tunezyjskim urlopie począwszy od wyrobów skórzanych, obrazków, rąk Fatimy, która przynosi szczęście po dziwne afrodyzjaki z martwych, suszonych zwierząt… nie wiem nie sprawdzałam:) Jakoś ciężko mi uwierzyć, że suszony mysi ogon może działać na potencję. Jeśli ktoś ma chęć spróbować to zapraszam w boczne, wąskie uliczki handlowe.

 

 

 

 

 

 
Następnie udaliśmy się ku basenom Aghlabidów, Wielkiemu Meczetowi oraz meczetowi Fryzjera. Słynne baseny to nic więcej jak zbiorniki z wodą pitną, w której ciągle jest magazynowana woda. W Wielkim Meczenie niestety można zwiedzać tylko dziedziniec, ale i ten jest bardzo ładny, więc można zaspokoić chociaż troszkę swoją ciekawość. W Meczecie Fryzjera dopisało nam szczęście gdyż byliśmy świadkami wielkiej ceremonii obrzezania chłopców. Mimo płaczu dzieci (tych młodszych) sama ceremonia jest dość wesoła jeśli można tak powiedzieć. Uczestnicy ceremonii przygrywają na różnych instrumentach, śpiewając radośnie brzmiące pieśni. Obdarowują dzieci słodyczami a głównego „bohatera” górą prezentów. Jacek tłumaczył nam, że Tunezyjczycy podchodzą do tej ceremonii tak jak katolicy do pierwszej komunii św. Jest to uroczyste przystąpienie do wielkiej islamskiej rodziny, taki rodzaj inicjacji. Ma to również znaczenia higieniczne, gdyż w gorącym klimacie trudniej o to zadbać. Po zakończeniu bolesnego rytuału rodzina udaje się na uroczysty obiad.
Po drodze do kolejnego punktu programu mieliśmy okazję przekonać się jakiego fajnego mamy przewodnika. Mając troszkę czasu w zapasie, pytaliśmy Jacka czy nie dałoby się zorganizować dodatkowej atrakcji w postaci podróży zabytkowym pociągiem w wąwozie Matlabi. Wiedzieliśmy o takiej możliwości, gdyż przed każdym wyjazdem staram się jak najwięcej dowiedzieć o miejscu, do którego się wybieram. Cała grupa zgodziła się na taki plan zwiedzania i już po 1h siedzieliśmy w pociągu nazywanym „Czerwona Jaszczurka”. Po przejechaniu pierwszych 500m nikt z naszej grupy nie miał nam za złe zmiany planów, a wręcz przeciwnie dopytywali się czy mamy jeszcze jakieś interesujące propozycje :)


 

 

 

 

 

 

 

 

 

Na wieczór dojechaliśmy do Gafsy, gdzie poznaliśmy smak burzy piaskowej, dosłownie… piach był wszędzie. By nie siedzieć w hotelu wybraliśmy się z naszym przewodnikiem do innego miasteczka by móc dalej poznawać Tunezję. Zaprosił nas do jednej z wielu kawiarni wśród starożytnych łaźni. Popijaliśmy herbatkę, prowadziliśmy ciekawe dyskusje i obserwowaliśmy zwariowane dzieciaki, które skakały z dachów wprost do basenów powstałych po zalanych termach. I tak miło nam zleciało całe popołudnie. Wieczorem czekała nas kolejna niespodzianka atmosferyczna… burza ale tym razem jak najbardziej europejska :) Podobno nie padało tu od 13 lat, więc była to prawdziwa atrakcja głównie dla mieszkańców.
Następny dzień powitał nas piękną pogodą. Ruszyliśmy w kierunku oaz Chebiki i Tamerzy. Aby tam dojechać zdecydowaliśmy się na dodatkową przejażdżkę przez piachy pustyni przepychając się przez wydmy. Dla tych mniej rządnych wrażeń istnieje możliwość wyboru drogi asfaltowej. By ujrzeć zagubione oazy wśród piachów pustyni trzeba przecisnąć się przez skały. Jeśli ktoś ma ochotę to może wykąpać się w ich wodach. Ja nie omieszkałam spróbować. Jaka miła chwila ochłody na środku pustkowia. Co prawda dzieci, które straszyły mnie dziwnymi robalami ( podobno wyłowionymi z tej oazy) próbowały zepsuć mi zabawę, ale nie ze mną takie numery. Na końcu tego wędrownego szlaku jest niespodzianka dla zbieraczy minerałów. A, że mój małżonek do nich należy to spędziliśmy tam chwilkę (czyt. Ponad 1h). Naturalnie wróciliśmy z Tunezji z 30kg róży pustyni, bo właśnie ten minerał stąd pochodzi. Musieliśmy ładnie się uśmiechać podczas kontroli na lotnisku :) No ale wróćmy do naszej wycieczki.

 

 

 

 

 

 

 

 

Po obcowaniu z naturą czekała nas wycieczka do biało niebieskiego miasteczka Sidi Bou Said, gdzie poczułam się jak w innym świecie. Malutkie domku z niebieskimi okiennicami i drzwiami, wąskie uliczki, mnóstwo mini straganów i widok na morze.  Idealne miejsce by złapać chwilę oddechu, napić się miętowej herbatki w towarzystwie uśmiechniętych Tunezyjczyków. Można wejść do takiego domu i poczuć na własnej skórze ten niepowtarzalny, bajkowy klimat. Tuż nieopodal znajdują się ruiny Kartaginy, które również widzieliśmy. Jak to bywa w takich miejscach musi zadziałać wyobraźnia by zobaczyć oczyma duszy ten dawny świat. Jest to bardzo miły rodzaj obcowania z historią. Osobiście o wiele szczegółów historycznych zapamiętałam odwiedzając choćby ruiny Kartaginy niż podczas kilku lekcji w szkole.
Następnie czekało na nas muzeum w Bordo by uporządkować zdobytą wiedzę.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

By odprężyć się troszeczkę wybraliśmy się na plantację daktyli, gdzie brzuchy o mało co nam nie pękły od tych przysmaków. Do tego „wódka” daktylówka na trawienie (okropna swoją drogą) i dziwna fajka, którą paliliśmy. Do dziś nie wiem co to właściwie było. Ale nic złego się po tym nie przydarzyło, więc przyjęłam do wiadomości iż było to zdrowe…  po spacerach w gajach palmowych, odwiedzinach w zabawnym muzeum ziemi ( dla rodzi  z dziećmi) czekała nas droga powrotna podczas, której mieliśmy wariacki postój na pustyni, gdzie między innymi można było się ścigać piaskowymi gokartami , polatać balonem czy wybrać się na wielbłądzią karawanę. Na nasz ostatni nocleg podczas naszego objazdu zatrzymaliśmy się w bardzo małym hoteliku u zbocza wydm. Dookoła tylko piach i jedna wioska „niby” niedostępna dla turystów. Żadnych sklepów, barów, pubów i innych atrakcji turystycznych.  Pokoik był bardzo skromny, ale to wcale nie przeszkadzało, bo zamiast siedzieć w 4 ścianach wybraliśmy się do „zakazanej” wioski z rozkrzyczanymi dziećmi, które śmiały się do rozpuku ganiając za starymi kołami. Próbowaliśmy z nimi rozmawiać w języku angielskim, ale oprócz podstawowych zwrotów niestety nic więcej nie rozumieli. Ale nie przeszkadzało to w zrobieniu pamiątkowych zdjęć i szukaniu czegoś w piachu. A dlaczego „zakazana” wioska? Nie wiem. Obsługa hotelowa zabraniała turystom tam chodzić, bo to niby niebezpieczne. Dziwne, bo to bardzo mili ludzie. A dzieciaki, które zbyt blisko podeszły do terenów hotelu od razu były kijami przeganiane. Chore!!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Podróż powrotna była długa, ale bardzo interesująca gdyż spora jej część odbywała się na tafli wyschniętego słonego jeziora Szott El- Dżerid. Cudownie błyszcząca biała tafla soli. Nie polecam wchodzenia Nawe z mini zranieniami do powstałych tam sadzawek… piecze i to jeszcze jak :) No ale umrzeć się od tego na pewno nie umrze. Ostatnim punktem naszej wycieczki było bardzo dobrze zachowane Koloseum El- Dżem. To podobno tutaj kręcili sceny do „Gladiatora”. Widok przy zachodzącym słońcu był niesamowity, choćby dlatego, że o tej porze nie było już tłumów turystów i mogliśmy w spokoju zaglądnąć do każdej dostępnej dziury. Nasz objazd zakończył się w porcie El- Kantaoui gdzie miło spędziliśmy kilka dni urlopu w towarzystwie znajomych. A co można tutaj robić? Przede wszystkim wypoczywać na szerokich, piaszczystych plażach z łagodnymi zejściami do morza. O zmroku można spacerować w porcie i obserwować jak toczy się życie na ekskluzywnych jachtach jakie tam cumują. Proponuję wypłynięcie w rejs katamaranem z przeszklonym dnem by obserwować ryby. A dla miłośników wędkowania też coś się znajdzie. Po wieczornym targowaniu się przy jednej z łódek udało nam się dobić handlu i już z samego rana machałam mężowi stojąc na nabrzeżu i życząc połamania kija :) Po 6h bujania na falach wrócił z zadowoloną miną i rybkami w skrzyneczce. W Polsce raczej ciężko złowić tuńczyka czy czerwonego leszcza… tu jest to możliwe :)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

By zjeść coś smacznego i innego niż kuchnia hotelowa polecam „zgubić się” w jednej z wąskich uliczek. Tam kryją się prawdziwe przysmaki z pikantną pastą harissa na czele po dziwną zupę z surowym jajkiem łącznie :) Restauracje w porcie kuszą jedynie ładnym wystrojem… Po wieczornym posiłku można odprężyć się słuchając muzyki klasycznej, do której odbywa się pokaz wodnych tańców. A podziwiać ten spektakl można w centrum portu przy dużej fontannie.

Jeśli zapragnę kiedyś poleżeć na plaży za przystępne pieniądze to z pewnością tu wrócę!! Pobyt w Tunezji utwierdził mnie w przekonaniu by coś ocenić trzeba to zobaczyć samemu.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Afryka, Lato, Tunezja, podróże

 

Egipt – przydatne informacje

09 lut

Kiedy lecieć?
Właściwie o każdej porze roku, gdyż już w lutym temp. Powietrza sięga 26°C, woda co prawda jeszcze zimna jak na Egipt, ale i tak cieplejsza niż Bałtyk:) w kwietniu mamy już pełnię lata, która trwa do prawie końca listopada. W delcie Nilu klimat jest bardziej wilgotny,więc i odczuwanie temperatur się zmienia. Podróżując w okresie naszej zimy należy pamiętać, że występują duże wahania temp między dniem a nocą.

Co z czasem?
W lecie, czas w Egipcie jest przesunięty do przodu o 2h względem czasu Greenwich.

Jak płacić?
Obowiązującą walutą w Egipcie jest funt egipski 1€= ok.7,90 EGP; 1$= ok.5,50 EGP
Podobnie jak w wielu turystycznych krajach robiąc zakupy w dużych centrach handlowych czy renomowanych butikach nie ma najmniejszego problemu by płacić kartą czy też w euro. Dotyczy się to również dużych restauracji i hoteli. Natomiast jeśli wybieramy się w miejsca z dala od zgiełku turystycznego będziemy potrzebowali egipskiej gotówki. Funty egipskie niewątpliwie przydadzą się odwiedzając bazar w celu zrobienia drobnych zakupów. Wtedy nie stracimy na kursie:)
Co i ile kosztuje?
Kawa 1,5-2 EGP
Woda mineralna 1,5l  1,5 – 3 EGP cena zależna jest od miejsca zakupu, przy wszelkich atrakcjach turystycznych osiąga największe ceny
soki owocowe w puszkach  2 EGP
piwo 6 EGP
lody 2- 4 EGP
chleb arabski 1EGP
pieczywo europejskie 5 EGP
mleko 1l 5 EGP
obiad w restauracji od 80 EGP


Co z napięciem elektrycznym?

W Egipcie jest to samo napięcie 220V co w Polsce, gniazdka również są takie same. Jedyne utrudnienie to chwilowe dostawy prądy, które zdarzają się w starszych hotelach, jak również w niektórych z nich zwłaszcza usytuowanych w małych miasteczkach może nie być wystarczającej ilości gniazdek.

A kiedy główka boli?

Może ból głowy nie będzie takim problem jak biegunki, które zdarzają się znacznie częściej. Dobrze zabrać ze sobą „stoperan”. Służba zdrowia jest na dość dobrym poziomie, dla turysty jest płatna. Apteki zwłaszcza te sieciowe są również dobrze zaopatrzone.

A gdy zgubimy dokumenty to co wtedy?
Wydział Konsularny Ambasady RP w Kairze

5, Aziz Osman St., Zamalek, Kair

tel: +202 27355416

fax: +202 27352718

tel alarmowy: +20 105 485 500

cairo.consul@msz.gov.pl – opieka konsularna

cairo.visa@msz.gov.pl – sprawy wizowe

Na co warto się przygotować?
Bakszysz – rodzaj napiwku, który jest mocno zakorzeniony w ich kulturze. Dla nas nie są to wygórowane ceny, gdyż zwykle 1$ czy 1€ ofiarowane za drobną przysługę jest mile widziany.

Targowanie się- dosłownie wszędzie powinno się targować dokonując zakupów. Egipcjanie to uwielbiają:)

 

 

Jeśli macie jakieś pytania chętnie odpiszę.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Afryka, Egipt, informacje, podróże

 

Egipt

29 sty

Jadąc do Egiptu, kraju faraonów, znaleźliśmy ciekawy sposób zwiedzania a mianowicie rejs Nilem. Taki sposób podróżowania ma wiele plusów. Nie trzeba codziennie przemieszczać się z dużym bagażem jak ma to miejsce na tzw. Objazdówkach. Nie trzeba zapamiętywać ciągle nowego numeru pokoju, nogi nie cierpną podczas płynięcia z jednego miejsca w drugie, gdyż na statku można spacerować, pływać w basenie, relaksować się w jacuzzi, zażyć masażu, poćwiczyć w fitness clubie czy pić drinka przy barze. A do tego wszystkiego dochodzi stale przesuwający się krajobraz jakże zielonych nilowych rozlewisk. Widać jak kwitnie tu życie. Na małych wysepkach siedzą czaple i łapią ryby, czasem zamuczy gdzieś krowa, która pasie się na żyznych glebach bogatych w roślinność. Pewnie, że ciężko całkiem uniknąć podróży autobusem zwłaszcza jak chce się zobaczyć więcej. Wtedy trzeba odbyć podróż w głąb lądu.
Nasza wycieczka rozpoczęła się 3 dniowym relaksem w Tabie, umiejscowionej z dala od ruchu turystycznego oraz hałasu. Taba leży niedaleko granicy z Izraelem, więc i ten zakątek można zobaczyć. Na przykład wejść na górę Synaj by podziwiać piękny wschód słońca!!! W tej cichej miejscowości nie znajdziemy typowych turystycznych rozrywek, ale za to są piękne i szerokie plaże z rafą koralową gdzie by zobaczyć kawałek życia podwodnego wystarczy wejść do wody zaledwie po kolana. A do tego nie trzeba walczyć o miejsce na pomoście. Po tych dniach zbieranie siły po roku pracy wyruszyliśmy w głąb Egiptu. Najpierw czekała nas bardzo szybka( dosłownie) przeprawa promem do Hurgahdy, jeden nocleg i zakwaterowanie na statku. I tak zaczęła się nasza objazdówka poprzez Luksor, Dolinę Królów, Karnak, Świątynię Hatschepsut, Kom Ombo, wielka tamę w Assuanie, nubijska wioskę, Abu Simbel i oczywiście Kair z wielkim meczetem i piramidami w Gizie. By dojechać do stolicy Egiptu musieliśmy pokonać 10h podróż pociągiem. Ale po kolei….

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Podróż do Luksoru rozpoczęliśmy od przywitania się z ogromnymi pomnikami faraona Amenhotepa II (tzw. Kolosy Memnona), które są podniszczone przez dawne trzęsienie ziemi. Następnie udaliśmy się do Karnaku, domu bogów. Znajduje się tutaj największa na świecie świątynia kolumnowa. Możemy przespacerować  się aleją pilnowana przez 40 posągów sfinksa z głową barana:) Następnie udaliśmy się do Doliny Królów, by podziwiać grobowce ukryte wśród gór. Koniecznie trzeba tu chronić głowę przed słońcem, ponieważ operuje ono tutaj bardzo mocno. Jeśli ma ktoś ochotę to może wejść do jednego z grobowców np. Ramzesa I czy Tutenchamona.  Ile jest grobowców tego jeszcze niewiadomo, gdyż prace badawcze są ciągle prowadzone. Samo wnętrze nie jest tak zajmujące jak jego umiejscowienie. Jest to naprawdę niesamowite, że takie rzeczy można było wykonać bez użycia współczesnej zaawansowanej techniki. Nasze zwiedzanie tego dnia zakończyliśmy wizytą w świątyni Hatschepsut i tu miła niespodzianka:) Nasz kraj jest tu dość popularny a to za sprawą polskiego archeologa pana Kazimierza Michałowskiego, który prowadził tu prace badawcze od 1960roku. Hatschepsut była jedyną znaną kobietą-faraon, co sprawia, że to miejsce zyskuje na swojej niezwykłości. Do głównej świątyni prowadzi sporo kamiennych schodów, co dodaje jej potęgi. Cudownie tu przycupnąć o zachodzie słońca. A to jeszcze nie koniec wrażeń :)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Świątynia Kom Ombo poświęcona dwóm triadom boskim, które stworzyli Sobek, Hathor i Chonsu. Poprzez swoje ogromne rozmiary sieje respekt wśród odwiedzających. W jednym z pomieszczeń można podziwiać mumie krokodyli a to dlatego, że Sobek, bóg płodności i wody był przedstawiany jako człowiek z głową krokodyla. Mieliśmy okazję podziwiać ją i za dnia w blasku słońcu jak i nocą przy rozgwieżdżonym niebie. Widok o zmroku jest bardzo interesujący i troszkę tajemniczy… każdy szmer pobudza wyobraźnię :)
Nasz egipski przewodnik (rewelacyjny człowiek) namówił nas na nocną wyprawę w dzielnicę nie turystyczną by poznać Egipt taki jaki jest. Było to bardzo ciekawe doświadczenie. Mieliśmy okazję podpatrzeć Egipcjan jak krzyczą robiąc zwykłe zakupy na targu, jak kobiety są pilnowane przez męską część społeczeństwa. Byliśmy zaskoczeni tym, że kobiety również mają coś do powiedzenia :) zwłaszcza na targowisku. Widzieliśmy jak obrabiane jest mięso dosłownie na naszych oczach… U nas w kraju by to nie przeszło. Sanepid nawet zabrania babinkom z wiosek sprzedaży jajek czy mleka na ulicy , a co dopiero taki rzeźnik na powietrzu!! W Egipcie jest to normalne i przez to takie prawdziwe. A te wszystkie zapachy wydobywające się z mini lokali… aż teraz mi ślinka cieknie :) To był wieczór pełen wrażeń.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

W nocy czekała nas przeprawę przez śluzę a o wczesnych godzinach porannych (ok.3 nad ranem) byliśmy już gotowi do drogi (tym razem autokarem) by zobaczyć na własne oczy Abu Simbel.  Była to wycieczka dodatkowa, więc ten kto chciał mógł zostać na statku by zregenerować siły. My, żądni wrażeń choć troszkę zmęczeni, zmierzaliśmy w kierunku jeziora Nasera. Aby dojechać na miejsce trzeba odbyć drogę w konwoju policyjnym. Takie są względy bezpieczeństwa, niczemu to nie przeszkadza. Gdy dojechaliśmy na miejsce, mimo zmęczenia i znużenia słońcem byliśmy zachwyceni!! Naszym oczom ukazały się dwie olbrzymie świątynie otoczone jeziorem z jednej strony a pustynia z drugiej. Abu Simbel to świątynia poświęcona Ramzesowi II. Nie trudno zgadnąć gdyż przed przednią ścianą stoją 4 jego posągi, które strzegą głównego wejścia. Druga świątynia została ofiarowana jego żonie Nefertari. To co jest imponujące to to, że cała świątynia Ramzesa II jak i Nefertarii zostały kawałek po kawałku rozebrane i przeniesione w to miejsce gdzie dziś możemy je oglądać. W ten sposób zostały uratowane przed zalaniem w wyniku budowy Wielkiej Tamy Asuańskiej.  To jest pomysłowość godna pochwały.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Następne punkty naszego programu były mniej męczące co nie znaczy, że mniej ciekawe.
Widzieliśmy plantację bananów, gdzie zostaliśmy poczęstowani bardzo słodką ich odmianą. Ach jak było przyjemnie posiedzieć tak w cieniu bananowca, zajadać jego owoce i popijać pyszną miętową herbatkę :) Przyjemny relaks w gorące popołudnie. Zaraz po opuszczeniu plantacji, czekały na nas osiołki, na których „przegalopowaliśmy” wzdłuż plantacji trzciny cukrowej, którą mieliśmy okazję pożuć. Po oddaniu osiołków ich właścicielom wróciliśmy na nasz pokład. Wieczorem czekała na nas niespodzianka. Dyskoteka po egipsku :) Taka zabawa dla turystów, by mogli poznać się z innymi gośćmi statku. Większość z nas przebrała się w egipskie szaty, które wcześniej zakupiliśmy od pływających handlarzy. Nasz statek płynął a my bawiliśmy się przy rytmach egipskiej muzyki. Miła odmiana po dniach zwiedzania. Tuż po śniadaniu czekał nas rejs żaglówką do starej wioski nubijskiej, gdzie życie toczy się tym rytmem co przed laty. Ale zanim tam dotarliśmy , schłodziliśmy się podczas kąpieli w Nilu. Żadem krokodyl nas nie zaatakował, gdyż znajdują się po drugiej stronie tamy :) I całe szczęście. Po chwili orzeźwienia wskoczyliśmy na wielbłądy i maszerując wzdłuż Nilu dotarliśmy na miejsce. Czas jakby stanął w miejscu… gliniane domy, brak asfaltu i samochodów. Spędziliśmy tu chwilkę korzystając z gościnności tubylców poczym udaliśmy się do szkoły. Tak małych klas chyba nigdy nie widziałam. Pani nauczycielka starała się nauczyć nas alfabetu i cyfr w miejscowym dialekcie. Niestety było to dla mnie za trudne… Po lekcjach wróciliśmy na „naszą” rozśpiewaną żaglówkę i popłynęliśmy dalej. Zatrzymaliśmy się przy małej gospodzie otoczonej wydmami. Dla odprężenia mięśni i pobudzenia zmysłów czekała nas powtórna kąpiel w Nilu a później pyszne jedzenie, Szusza a dla zuchwałych wspinaczka na wydmę. Jest to nie lada wyczyn. Po całym dniu spędzonym z Egipcjanami wróciliśmy na pokład naszego wycieczkowego statku. Czekał nas rejs do Asuanu a tam przesiadka w pociąg i podróż do Kairu.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Podróż pociągiem trwała troszkę ponad 10h. Jeśli chodzi o planowość odjazdu to nie było niespodzianek. Natomiast sam pociąg… no cóż… normy egipskie, haha :) Nie było aż tak źle, gdyż ja do wielu takich sytuacji podchodzę z uśmiechem, ale osoby przyzwyczajone do wygód mogły czuć dyskomfort. Do jednego przedziału wchodzi 6 osób, siedzenia są dość szerokie, ale gorzej z ich rozłożeniem by móc się troszkę przespać gdyż podróż odbywa się nocą. Dobrym sposobem poradzenia sobie z tym jest ułożenie walizek ( zwłaszcza dużych) między siedzeniami a powstanie nam mini łóżko :) Drugi sposób to zajęcie miejsc z wesołymi ludźmi, z którymi możemy wesoło spędzić ten czas. My tak właśnie zrobiliśmy i cała jazda minęła nam przy dźwiękach muzyki, śmiechach i opowieściach z życia wziętych. Miłym udogodnieniem jest obsługa z „Warsu” także z napojami i przekąskami nie ma problemu. Jest też jeden 30minutowy postój, więc można wyskoczyć po jakiegoś kebaba :) Nie zachęcałabym do korzystania z toalety… chyba wiadomo dlaczego.
W Kairze byliśmy o wczesnych godzinach porannych. Szybki prysznic i dalej w trasę. Tym razem zwiedzanie odbywało się w centrum. Byliśmy w meczecie Sulejmana, który góruje tak dostojnie nad miastem. Roztacza się stąd widok na cały Kair. Sporo czasu poświęciliśmy na zwiedzenie Wielkiego Muzeum Egipskiego w Kairze, gdzie można między innymi podziwiać sarkofagi, meble, posągi, biżuterię i oczywiście mumie!! Mimo iż nie przepadam za muzeami to jest warte zobaczenia, gdyż znajduje się tu wiele ciekawych rzeczy. Odwiedziliśmy również stary bizantyjski kościół i różne fabryki : alabastru, dywanów i skór. Wieczorkiem wybraliśmy się na samodzielne zwiedzanie Kairu. Pojechaliśmy miejską taksówką. Wcześniej do głowy mi nie przyszło, że można siedzieć w bagażniku. A jednak jest to możliwe :)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

W ostatni dzień naszego objazdu wybraliśmy się do Gizy by podziwiać słynne piramidy. Są ogromne i takie samotne na tym pustkowiu. Spacerując dookoła tych grobowców czułam się taka malutka… Dla osób nie mających problemów z krążeniem oraz klaustrofobią a chcących poczuć ducha dawnych czasów, została przygotowana atrakcja w postaci wejścia do piramidy. Z samej ciekawości tam poszłam, ale nie zachwyciłam się jej wnętrzem. Naturalnie będąc w Gizie nie można zapomnieć o Sfinksie, który dumnie stoi tam od wielu, wielu lat…

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

I tak zakończyła się nasza wycieczka śladami starożytności. Powróciliśmy jeszcze na 2 dni do Taby by ochłonąć po podróży i utrwalić wspomnienia.
Mimo iż wycieczka ta nie była w tamtym roku to doskonale pamiętam to co zobaczyła. Wniosek – robi wrażenie!!

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Afryka, Egipt, Lato, podróże

 

Turcja – przydatne informacje

29 sty

Kiedy lecieć?

O każdej porze roku:) oczywiście jeśli ktoś lubi zimę, hehe gdyż lecąc do Turcji zimą mamy okazję odczuć przeszywający mróz nawet do -20 na szczytach gór. Najwyższy szczyt to Ararat 5137m n.p.m. Ośrodki narciarskie znajdują się na wysokości 2000-3000m n.p.m. Najlepsze połączenia do takich kurortów są z Bursy. Turcja leży w strefie klimatu podzwrotnikowej, więc temperatura zależna jest od regionu. Jednak sezon wakacyjny dla tych co lubią słońce trwa od kwietnia do końca października. W szczycie sezonu (nasze lato) temp. Nie spada poniżej 30°C, a woda poniżej 20°C. Najcieplejszym rejonem są okolice Morza Śródziemnego, ale trzeba pamiętać o tym, że w lecie jest tam spora wilgotność. Deszcz nie pada, ale ciało całe się lepi. Najbardziej wilgotnym obszarem Turcji jest rejon Morza Marmara. Turyści, którzy mają w planie zwiedzanie europejskiej części Turcji powinni pamiętać o tym, że w okolicy Stambułu jest o kilka stopni chłodniej i w dzień i w nocy. Plażowicze mogą korzystać z uroków słońca przez cały sezon, natomiast wycieczkowicze powinni wybrać okres wiosny lub jesieni. Wtedy nie ma już tak męczącego słońca:)

http://www.pogodaturcja.pl/

Co z czasem?
W Turcji przechodzimy na czas środkowoeuropejski, do którego musimy dodać 1h.
Przez to, że Turcja jest tak słonecznym krajem dni są tam naprawdę długie co sprzyja zwiedzaniu:)

Jak płacić?
A to jest bardzo ciekawe, gdyż Turcja jako kraj nastawiony na turystę przyjmuje bez większego problemu takie waluty jak Dolar, Euro czy Funt Brytyjski. Ci, którzy nie oszczędzają nie muszą więc wymieniać pieniędzy na walutę turecką, którą jest turecka lira YTL/TRY ( 1TRY = 1,7PLN) ale powinni liczyć się z tym, że handlarze zastosują swój ulubiony przelicznik 1:1 co znaczy, że 1€=1TRY, 1$=1TRY i 1£=1TRY….ciekawe prawda? Łatwo przeliczyć ile pieniędzy tracimy na takich transakcjach. Karty płatnicze są akceptowane w większości restauracji, centrach handlowych i biurach podróży czy hotelach. Ale wybierając się na bazar, małej kafejki czy do baru trzeba mieć gotówkę. Z wymianą waluty nie ma problemu, gdyż sporo jest banków i kantorów. Wymiany możemy także dokonać w recepcji hotelowe, ale tam często kurs jest mniej korzystny.

Co i ile kosztuje?
Najsmaczniejsze jedzenie możemy zjeść w małych knajpach, gdzie menu jest tylko w języku tureckim i nie widać tzw.”białych twarzy”, wtedy mamy okazję zjeść prawdziwe tureckie przysmaki i za bardzo przystępną cenę. Najdrożej jest w restauracjach nastawionych na zyski z turysty. Jeśli ktoś żywi się na własny koszt to najlepszym rozwiązaniem jest robie zakupów w marketach:

Woda 1,5 l (su) 1 – 2 YTL

Kawa (kahve) 1 – 2

Herbata (çay) 0,5 – 1 YTL

Coca-Cola, i podobne 0,5l 1 – 3 YTL

Sok 1l (meyve nektari) 1 – 2 YTL

Sok 2dcl 1 YTL

Wino 0,75l (şarap) 9 – 12 YTL

Wino 2dcl 2 – 3 YTL

Piwo – 0,33-0,5l (bira) 2 – 3 YTL

Chleb (ekmek) 1,5 YTL

Mleko (süt) 1 – 2 YTL

Masło (tereyağ) 1 – 2 YTL

Jogurt 4ks (yoğurt) 2 – 4 YTL

Kiełbasa 1kg (salami) 17 YTL

Parówki 1kg (sosis) 7 YTL

Oliwki 1kg (zeytin) 7 YTL

Pomarańcze 1kg (portakal) 1 – 2 YTL

Kiwi 1kg (kivi) 4 YTL

Baklawa 1kg 7 – 8 YTL

Czekolada 100g (çikolata) 2 – 3 YTL

Słodkie batony 0,5 – 1 YTL

Lody (dondurma) 1 – 1,5 YTL

Chipsy 100g (cipsi) 1 – 2 YTL

Obiad (öğle yemeği) 10 YTL

Kolacja (akşam yemeği) 10 YTL

Kebab (döner kebap) 2 YTL

Przemieszczanie się w mieście, w którym akurat przebywamy jest dość wygodne i tanie. Popularnym środkiem transportu są Dolmusze, małe busiki, które mimo iż mają swoje stałe przystanki zatrzymują się w skazanym przez pasażera miejscu. Ceny nie są wygórowane(ok.1-2 TRY),bilety kupujemy u kierowcy lub konduktora.


Co z napięciem elektrycznym?

Z przyłączeniem do gniazdek elektrycznych w prawie całej Turcji nie ma problemu, gdyż obowiązują te same przepisy co w Polsce. Wyjątek stanowi Kapadocja, gdzie w mniejszych hotelach możemy spotkać gniazdka o węższym rozstawie wtyczki.

A kiedy główka boli?

Mimo iż Turcja to kraj cywilizowany, lepiej mieć swoje tabletki od bólu głowy, gdyż ciężko znaleźć nasz odpowiednik. Natomiast jeśli przydarzy się nam biegunka wymioty i inne sensacje najlepiej poprosić o pomoc w recepcji( gdzie dogadamy się w języku angielskim czy niemieckim), polecą nam swoje tabletki, które są skuteczne:)

A gdy zgubimy dokumenty to co wtedy?
Ambasada RP w Ankarze
0650 Ankara – Kavaklidere PK-20, Ataturk Bulvari 241
Telefon: (00-90 312) 457 20 01 , 467 56 19, 467 33 65
Faks: (00-90-312) 467 89 63
Faks całodobowy: (00 90 312) 468 83 01
E-mail: ankara.amb.sekretariat[at]msz.gov.pl

Wydział Konsularny w Ankarze
0650 Ankara – Kavaklidere PK-20, Ataturk Bulvari 241
Telefon: (00-90 312) 457 20 20 , 467 78 24
Faks: (00-90 312) 468 83 01
www.ankara.polemb.net
Konsulat Generalny RP w Stambule
Giz 2000 Plaza, Ayazaga Koyu Yolu No. 7 K. 5
Maslak, 34398 Stambuł
Telefon: (00-90212) 290 66 30 , 290 66 31
Faks: (00-90212) 290 66 32
www.stambulkg.polemb.net
E-mail: stambul.kg.sekretariat[at]msz.gov.pl
Konsulat RP w Antalya
Konsul honorowy Talha Görgülü (języki: turecki, angielski)
Kayi Plaza, Guzeloba Mahallesi, Ay-Sokak No. 1, 07230 Lara-Antalya
Telefon: (00-90-242) 310 85 37
Faks: (00-90-242) 310 85 42
Konsulat RP w Mersin
Konsul honorowy Jan Taşçı  (języki: turecki, angielski, niemiecki, aramejski, arabski)
İsmet İnönü Bulvarı, Uysal Apt. K. 4 D. 7, 33002 Mersin
Telefon: (00-90-324) 232-46-18
Faks: (00-90-324) 231-45-31

 

Jeśli macie jakieś pytania chętnie odpiszę.

 
 

Turcja

25 sty

Turcja, kraj na pograniczu Europy i Azji. W przeciągu 0,5h można znaleźć się po drugiej stronie przejeżdżając mostem Bosforskim nad cieśniną o tej samej nazwie. Jest to kraj gdzie miesza się znana nam kultura europejska z kulturą orientu. Turcja znana jest ze starych budowli jak i przepięknych naturalnych krajobrazów. Wybraliśmy się do tego kraju głównie z zamiarem zobaczenia Kapadocji, która zrobiła na nas piorunujące wrażenie. Ale nie tylko ten region Turcji zapadł w naszą pamięć. Dzięki wybraniu wczasów objazdowych mieliśmy okazję poznać wiele ciekawych miejsc przejeżdżając 3800km w tydzień. Turcja jest takim miejscem gdzie chyba większość z nas znajdzie coś dla siebie. Jedni będą się zachwycać ruinami  z czasów starożytnych. Tych drugich to naturalne krajobrazy powalą swym pięknem. Dla każdego z osobna czekają ładne plaże z ciepłym morzem i słoneczkiem świecącym przez wiele godzin. Każdy kto odwiedzi ten kraj może cieszyć się wieloma smakami pysznej kuchni. To co z pewnością warto zobaczyć to właśnie Kapadocja, Pamukkale wraz z basen Kleopatry, Hieropolis, Efez i wiele, wiele innych.

Kapadocja, kraina która bywa również nazywana księżycową, to nie tylko słynne grzybki kapadockie ale również wielbłądzie skały, dolina piękności, jak i stare kościoły W Göreme czy skalne miasto Zelve.
Naszą podróż do wspomnianej Kapadocji rozpoczęliśmy w Kony, dokładnie od zwiedzenia mauzoleum Mevlana – Dzalal-Ad-Din Mohammad Mevlavi Balkhi Rumi. Mevlana zasłyna głównie jako założyciel zakonu Derwiszy, ale był również myślicielem, poetą i mistykiem. W chwili obecnej jego mauzoleum stoi na drodze pielgrzymek muzułmanów. Charakterystycznym elementem tego mauzoleum jest szmaragdowa wieżyczka, która jest widoczna już z daleka. Przebywając w środku czuje się podniosłą atmosferę jaka towarzyszy modlącym się tam Turkom. Jadąc w głąb  Anatolii mieliśmy okazję zatrzymać się mieście dosłownie wykutym w skale oraz pod ziemią czyli Kymakle. Przejście podziemnymi ulicami tego miasta z dala od światła dziennego na długo pozostaje w pamięci. Dla turystów udostępnione są tylko 4 poziomy ale i to wystarcza by przenieść się w czasie. Jest to niesamowite jak można było kiedyś żyć niejednokrotnie ukrywając się tutaj przed wrogiem.  Do dnia dzisiejszego niektóre z pomieszczeń używane są jako spiżarnie czy magazyny. Pozostając w tej epoce pojechaliśmy dalej by popatrzeć z góry na dolinę gołębi. Jak łatwo można zgadnąć nazwa pochodzi o mieszkających tam gołębi, które zadomowiły się w otworach skalnych. Tuż nieopodal znajdują się ciekawe formy skalne, które noszą nazwę trzech piękności:) Są to 3 wolno stojące skały przypominające kobiety w kapeluszach.  Ciekawym doświadczeniem był spacer doliną kościołów chrześcijańskich w Göreme. Jesteśmy świadkami zmian wyznaniowych jakie miejsce na tym terenie. Po duchowej podróży czas na wycieczkę na plan filmowy. Otóż dojechaliśmy do skalnego miasta Zelve, gdzie kręcony był jeden z odcinków Gwiezdnych Wojen. Faktycznie wygląda to imponująco. Domki, magazyny, niedokończone budowle jak i zawalone przez trzęsienie to wszystko naprawdę wygląda jak w filmie.
Na koniec słynne grzybki kapadockie, które są naturalnym tworem zbudowanym ze skały osadowej – tuf. Kiedy dojechaliśmy na miejsce słońce prawie zachodziło za horyzont, ale widok, który ukazał się naszym oczom był jedyny w swoim rodzaju! Te ciepłe barwy skał i wszem ogarniająca cisza… Podobno najlepiej podziwiać Kapadocję z góry lecąc balonem o wschodzie słońca. Niestety nie udało nam się tego zrealizować. Kraina jest tak niesamowita, że nie można zobaczyć wszystkiego w jeden dzień. Mieszają się tutaj wątki historyczne z przepiękną naturą. Naprawdę poświęcić te dwa dni, które oferują wycieczki fakultatywne by poznać tę uroczą krainę.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Następnie udaliśmy się wraz z naszą wycieczką do słynnych tarasów wapiennych. Gdy weszliśmy na teren Pamukkale poczuliśmy się jak w śnieżnej krainie, gdyż pamukkale to białe skały i nacieki wapienne, które błyszczą w promieniach słońca. W zagłębieniach wydrążonych przez wodę spływającą po skałach, powstały baseny z charakterystycznym błękitnym odcieniem wody. Niestety rozwijająca się stale sieć hoteli w tym okręgu stale niszczy  takie dobra naturalne. Każdy z tych hoteli chce mieć w swoim basenie taką zdrowotną wodę, więc zabierają ją do siebie. Wapień wysycha i traci swoją piękną białą barwę. Bez wody robi się żółto szary. Mieliśmy jeszcze szczęście wykąpać się w tych basenach i spacerować po „śnieżnych” dróżkach. Jednak z tego co się orientuję takie przyjemności zostały ograniczone do minimum by ratować dorobek natury. Nie oznacza to, że turyści w ogóle nie mogą wchodzić na teren wapiennego parku. Mogą, ale bez obuwia i tylko w wyznaczonych miejscach.

Tuż nieopodal wapiennych tarasów znajduje się cos dla miłośników starożytnej architektury, tzn. Hierapolis. Starożytne miasto z dobrze zachowanym teatrem oraz nekropolią, czyli dawnym cmentarzem. Jest i coś dla leniuszków:) a mianowicie basen Kleopatry z wodą zdrojową bogatą w cynk ( dobry dla skóry) oraz naturalnie gazowaną. Troszkę jaka nasza ciepła „Staropolanka”.  Takiej zdrowotnej kąpieli dodają uroku stare kolumny i posągi ze świątyni poświęconej Kleopatrze, które z powodu trzęsienia ziemi znalazły się pod wodą. Czyż to nie wspaniałe tak posiedzieć na tak starych kolumnach i moczyć sobie nogi w ciepłej wodzie, która podobno odmładza? :) Nam sprawiło to wiele przyjemności. Po krótkiej regeneracji ciała i umysłu wybraliśmy się na spacer alejami Hierapolis. Co prawda to miejsce nie jest aż tak popularne jak Efez, ale za to nie ma tłumów turystów i nie musimy przepychać się łokciami.
Aby sprawdzić różnicy między tymi dwoma miastami wybraliśmy się do Efezu.

 

Efez – jedno z 12 jońskich miast starożytnych z IXw. Spacer kamiennymi drogami zajmuje ok. 4-5h. Podróżując latem koniecznie trzeba zabrać ze sobą butelkę wody oraz nakrycie głowy, gdyż nie ma cienia a słońce operuje dość mocno. Miasto jest dość rozległe a co za tym idzie, możemy zobaczyć wiele rzeczy : od ładnie zachowanych bram wejściowych miasta, posągów, kolumn, butików :) , łaźni czy toalet poprzez znaną bibliotekę Celsusa, amfiteatr, agorę a nawet miejsce schadzek i uciech cielesnych. Porównując Efez do wcześniej widzianego pałacu w Knosos, jest to niebo a ziemia. Pewnie, że oba miejsca przedstawiają inną kulturę, ale dla takie zwykłego człowieka bez doświadczenia z historii sztuki nie ma to aż tak dużego znaczenia.  A może ma ktoś z Was zorganizować tutaj swój ślub, rocznicę czy urodziny? Jeżeli tylko posiada się odpowiednią gotówkę to nic nie stoi na przeszkodzie:) Byliśmy świadkami przygotowań takiej właśnie uroczystości. Dla romantyków to chyba prawdziwa przyjemność, nie lada gradka…

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Podróżując przez Turcję nie można pominąć Istambułu, dawnej stolicy. Jest to miejsce gdzie styka się Azja z Europą, tradycja ze współczesnością. Co można tu zobaczyć? Oczywiście Hagię Sofię i Błękitny Meczet, ale również cysterny Yerebatan z wodą pitną, które   zostały zbudowane w VI w n.e. Dla miłośników Haremów czeka pałac Topkai, gdzie właśnie się taki znajdował. Z tego pałacu rozciąga się wspaniała panorama miasta.
Hagia Sofia ma bujną przeszłość Była w rękach chrześcijan we wczesnym okresie bizantyjskim a później przeszła we władanie islamistów. Przez lata była wzorem wręcz niedoścignionym dla świątyń bizantyjskich. Była również pierwowzorem dla Błękitnego Meczetu. Może nie urzeka pieknym wystrojem i zdobna fasadą, ale powala swym ogromem! Sama kopuła ma 32m średnicy, także ciężko zaprzeczyć, że jest ogromna. Wychodząc z Hagi Sofi głównym wyjściem i po dokonaniu symbolicznej ablucji( normalnie symbolicznego oczyszczenia z grzechu dokonuje się przed wejściem) przy zabytkowej fontannie, możemy skierować swoje kroki prosto do Błękitnego Meczetu. Meczet jest piękny, duży, zabytkowy i słynie z błękitnej mozaiki. Stąd tez jego nazwa.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Turcja to nie tylko zabytki prosto z listy UNESCO ale również stare mediny, błękitne zatoki i pyszne jedzenie. Aby zregenerować się po objeździe tak urokliwych miejsc polecam przyjemny rejs statkiem w kierunku plaży Kleopatry z różowym piaskiem. Mijamy po drodze groty skalne te w wodzie jak i na lądzie. Do niektórych można wejść. Wystarczy wskoczyć do wody, przepłynąć razem z przewodnikiem do skał, wspiąć się po linie do rozpadliny i już:) Można odbyć spacer we wnętrzu góry. Po drugiej stronie czeka jeszcze skok z 10m do wody i powrót na pokład. Tak właśnie uczynił mój mąż i był z tego bardzo zadowolony:) Rejs jest bardzo relaksujący. Gra muzyka, serwują jedzenie i oczywiście w trakcie postojów można ochłonąć kąpiąc się w morzu.

By zakosztować troszkę nocnego życia  polecam centrum Alanya. Miasteczko, w którym sklepów, kawiarni, restauracji, clubów i dyskotek nie brakuje. Można stracić tutaj poczucie czasu i zostawić troszkę pieniędzy, gdyż handlarze pamiątek, skór i innych towarów nagabują na każdym kroku:)

Podróż przez Turcję choć męczącą (duże odległości) uważam za bardzo udaną. Nie żałuję ani jednego dnia spędzonego w tym kraju. Świetnie się bawiłam poznając zakątki Turcji. Myślę, że kiedyś tam jeszcze wrócę by zobaczyć te miejsce, gdzie mnie nie było. Może uda mi się polecieć balonem? Zobaczymy.

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Azja, Europa, Lato, Turcja, podróże

 

Bułgaria – przydatne informacje

23 sty

Kiedy lecieć?
W Bułgarii panuje klimat umiarkowany gdzie można wyodrębnić pory roku takie jak w Polsce. Różnica polega na wyższych temperaturach, co sprawia,że wybieramy ten właśnie kierunek. Najbardziej optymalna pogoda by poleżeć na plaży jest od czerwca do początku września,wtedy Morze Czarne ma przyjemne 23-25°C natomiast w powietrzu nie mniej niż 22°C. Im bliżej gór tym chłodniej, zwłaszcza w nocy.  Z doświadczenia wiem, że na wieczorne spacery we wrześniu trzeba zaopatrzyć się w ciepłą bluzę.

Co z czasem?
Podobnie jak w przypadku pobytu na Krecie tak i tutaj musimy przesunąć wskazówki zegara o 1h do przodu. Tak jest i zimą i latem.

Jak płacić?
W Republice Bułgarii obowiązują walutą jest lew (1lew(BGN)=100stotinek). Mimo iż nie ma problemu by wymienić pieniążki w dobrych polskich kantorach to odradzam to gdyż kurs nie będzie dla nas korzystny. Zdecydowanie lepszym rozwiązaniem jest zabranie ze sobą gotówki w euro czy tez dolarach amerykańskich i dokonywać wymiany w bułgarskich bankach czy kantorach. Nie ma różnicy w kursie. Jeśli chodzi o płacenie kartą płatniczą to w restauracjach i centrach handlowych nie ma problemu, ale malutkich knajpkach już o to ciężko nie mówiąc już o zakupach na targu :) A warto na taki targ się wybrać choćby po świeże owoce.

Uwaga: od kiedy Bułgaria weszła do Uni Europejskiej to lewa została ściśle powiązana z kursem euro w stosunku: 1EUR=1,9558BGN.

Co i ile kosztuje?
Zakupy w słonecznej Bułgarii są dość przyjemne chociażby ze względu na przystępne ceny. Za treściwy obiad możemy zapłacić  5-10lew.

Aby nie przepłacać to należy wybierać się na zakupy do dużych sieciówek najlepiej poza kurortami. Przykładowe ceny produktów spożywczych:

1 litr lokalnego soku pomarańczowego – 1.19BGN
Lokalny jogurt – 0.79BGN (bardzo dobry i często podawany do posiłków)
Masło (dobre bułgarskie) 250g – 2,50 BGN
Cały kurczak 1.8 kg – 6.68BGN
Kawałki wieprzowiny do usmażenia 800g – 6.20BGN
Wieprzowina bez kości (1kg) – 7.70BGN
Najlepsze mięso mielone (wołowe) 528g – 4.78BGN
Puszka pomidorów bez skórki – 0.89BGN
Duży, biały, niepokojony bochenek chleba – 0.74BGN (najsmaczniejsze są chleby kupowane w piekarniach.Ceny są nieznacznie wyższe a wybór większy)
Puszka groszku 425g – 0.99BGN
Tuńczyk 185g puszka – 1.89BGN
Bardzo dobre piwo 2 litry – 2.49BGN
3 litry czerwonego wina – 10.99BGN
Woda mineralna niegazowana 1,5l (bułgarska) – 0,70 BGN
Butelka Coca Coli 2 litry – 2,00 BGN
1 litr soku pomarańczowego 100% w kartonie (bułgarskiego) – 2,50 BGN

Piwo Zagorka (jedno z lepszych bułgarskich piw) w butelce 1,5l – 1,80 BGN
Piwo Zagorka w puszce 0,5l – 1,10 BGN
Butelka dobrego bułgarskiego wina 0,75l– od 4,00 BGN
Butelka Rakiji – 7,00 BGN

Dla podróżujących autem:
Benzyna 1 litr – 2,10 BGN
Olej napędowy (Diesel) 1 litr – 2,07 BGN

Komunikacja:
Bilety autobusowe w obrębie miasta to koszt 1-2 BGN dla osoby dorosłej

Co z napięciem elektrycznym?
Nie ma żadnego problemu,gdyż wynosi ono 220V, więc nie musimy zaopatrywać się w specjalne przełącza.

A kiedy główka boli?
Jeśli nie mamy ze sobą polskich tabletek to trzeba wybrać się do auteki(apteka) i poprosić o Analgin.
Pogotowie dostępne jest pod nr 150
Policja dostępna jest pod nr 166
Straż pożarna dostępna jest pod nr 160

A gdy zgubimy dokumenty to co wtedy?
Polskie placówki dyplomatyczne w Bułgarii:
Ambasada RP
ul. Chan Krum 46,1000 Sofia teł.: (0-0359-2) 987 26 10, 987 26 60, 987 26 70
faks: (0-0359-2) 987 29 39 e- maił: polamba@internet- bg. net http://www.polamba-bg.orgAmbasada czynna od poniedziałku do piątku w godz. 8.00-16.00

Wydział Konsularny
tel.: (0-0359-2) 981 85 45 tel. komórkowy: 0-0359 (0) 888 543 400 Czynny od poniedziałku do piątku (bez czwartku) w godz. 9.00 -13.00

Konsulat Generalny RP w Warnie
ul. Sławianska 18,9000 Warna tel.: (0-0359-52) 609 212,609 213 faks: (0-0359-52) 609 211 e-mail: conplvar@techno-link.com

 

Jeśli macie jakieś pytania chętnie odpiszę.

 
 

Bułgaria

20 sty

Słoneczna Bułgaria była niegdyś jednym z częściej odwiedzanych przez Polaków krajem urlopowym. A to za sprawą ciepłego morza, słońca i pysznych arbuzów. W dzisiejszych czasach troszkę straciła na swojej atrakcyjności, gdyż inne zagraniczne państwa stoją otworem często za równie przystępną cenę. Bułgaria słynie z dwóch dużych kurortów turystycznych : złote piaski i słoneczny brzeg. Są to ośrodki tętniące życiem przez cały sezon wakacyjny, ale nie tylko. Mieliśmy przyjemność odwiedzić ten kraj w połowie września i było równie ciepło, aczkolwiek nie gorąco. By uniknąć turystycznego zgiełku, za którym nie przepadamy, zatrzymaliśmy się w miasteczku obok słonecznego brzegu. Święty Wlas to miasteczko, które zbudowane zostało między górami a morzem co skutkuje bardzo dobrym klimatem często wykorzystywanym w leczeniu zdrojowym. Jeszcze 10lat temu  była to dość spokojna miejscowość z siecią małych rodzinnych hoteli i pensjonatów, z plażą na której nie było problemów ze znalezieniem miejsca. Dzisiaj miasteczko przeobraziło się w tętniący życiem kurort turystycznymi z dyskotekami i różnymi klubami. Smakosze mogą być spokojni i na pewno znajdą coś dla siebie w jednej z licznych restauracji. A jest w czym wybierać:) Miłośnikom zakupów ubrań, torebek czy innych wyrobów polecam długą promenadę przy Sunny Beach. Dla amatorów zwiedzenia też się coś znajdzie. Bułgaria obfituje w stare prawosławne klasztory z Xw. Do najbardziej znanego zaliczyć można klasztor zbudowany na 32m skale w pobliżu wsi Iwanowo. Niestety nie miałam okazji zobaczyć rezerwatów przyrody : Srebryna i Piranu. Wielka szkoda gdyż znajdują się tam jeziora polodowcowe i żyje ponad 170 gatunków ptaków w tym kormorany, pelikany, czaple.

Wart zobaczenia jest również półwysep Nessebar. Jest to starożytne miasto gdzie miesza się ze sobą wiele okresów historycznych począwszy od II tysiąclecia p.n.e. do czasów średniowiecza.  Możemy tu podziwiać pozostałości fortyfikacji greckich kolonii, hellenistycznych budowli, sakralnych obiektów
z czasów starożytnych czy też siedem zachowanych kościołów z czasów średniowiecza. Urzekło nas to miejsce sowimi wąskimi uliczkami, starymi drewnianymi domkami i przytulnymi knajpkami przy samym morzu.  To właśnie tutaj można rozkoszować się smacznymi i świeżymi rybkami, gdyż znajduje się tutaj ciekawy port. Możemy usiąść pod parasolem, zajadać chrupkie szproty i obserwować jak toczy się życie. A jak się tutaj dostać? Dla leniuchów kursuje turystyczna kolejka z Sunny Beach wprost pod zabytkowy stary młyn otwierający bramy Nessebar. Możemy skorzystać  też z autobusów miejskich, które dojeżdżają tutaj z wielu przyległych miejscowości ( ze St. Wlasu kursuje 8 natomiast ze Słonecznego Brzegu też linia nr 1. Ceny biletów to 1-2levy w zależności od strefy). My ponieważ lubimy ruch wybieraliśmy drogę spacerową wzdłuż linii brzegowej. Możemy wykąpać się w lazurowych zatoczkach oraz poleżeć na muszelkowej plaży :)

 


Jeśli macie czas to możecie wybrać się do Varny, by pospacerować w parku zdrojowym, pobyć troszkę z kulturą prawosławną podczas zwiedzania Cerkwi Zaśnięcia Bogurodzicy czy też wziąć udział w pokazach w delfinarium. W centrum Słonecznego Brzegu znajduje się dworzec PKS (Avtogara) skąd odjeżdżają autobusy nie tylko do Varny. Koszt biletu to ok.20zł i po 1h jesteśmy na miejscu. Ostatni autobus powrotny odjeżdża ok. godziny 18,warto to zapamiętać, bo gdy przegapimy odjazd to czeka nas powrót taksówką. Na całe szczęście taxi są tańsze niż w Polsce.
Z pewnością taka wycieczka jest miłą alternatywą  leżenia cały dzień na plaży :)

 

 

 

 

Podsumowując Bułgaria to kraj dla ludzi lubiących słońce za przystępną cenę. Poszukiwaczy  dobrze zachowanych zabytków może troszkę rozczarować, ale warto przekonać się na własne oczy.

 

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bułgaria, Europa, Lato, podróże

 

Kreta – przydatne informacje

16 sty

O historii Krety możecie przeczytać na wielu stronach internetowych, więc nie będę się tutaj rozpisywać.

Kiedy lecieć?
Najładniejsza pogoda jest od kwietnia do czerwca, później do pierwszych dni września jest bardzo ciepło.Nawet w nocy temp. nie spada poniżej 20° C :) Słoneczko towarzyszy nam przez ok.10h dziennie w szczycie sezonu. Jeśli chcecie wrócić z ładną i zdrową opalenizną to proszę nie zapomnijcie o zakupie kremów z filtrem,przynajmniej tą 15.

Kąpiel w morzu jest bardzo przyjemna,bo i woda jest ciepła. Trzeba jednak uważać na meduzy i ukryte jeżowce,które tak boleśnie mogą nas zranić. Korzystając z kąpieli na prywatnych hotelowych plażach nie powinno być tego problemu. Natomiast jeśli macie wybrać się na mniej zatłoczoną plażę gdzieś na odludziu i zauważycie kamieniste dno to ubierzcie buciki do pływania.Dostępne chyba na większości deptakowych straganach.

Co z czasem?
Niby to nie tak daleko a jednak zmiana czasu występuje. Będąc na Krecie musimy nasze zegarki przesunąć o 1 godzinę do przodu.

Jak płacić?
Walutą Grecji jest euro, więc nie ma już tak dużego problemu pt.”co zrobić z obcą walutą”(przed 2002r. była drachma).Jasne euro też jest dla nas obce ale z jego wymianą nie ma u nas problemu:)
Kurs…a to różnie bywa. Ten, kto podróżuje to wie,że kurs bywa zmienny.Może wahać się pomiędzy 4,0 do 4,5 za 1 zł.

Wybierając się na zakupy do małych przydrożnych sklepików warto zaopatrzyć się w gotówkę,natomiast w marketach bez problemów można płacić kartami.

Co i ile kosztuje?
Zasada jest prosta;im bliżej plaży tym drożej. Naturalnie produkty w dużych marketach są tańsze. W Grecji dość popularnym market jest Lidl.
Żywność jak i kosmetyki są średnio o 30% droższe niż w Polsce,ale paradoksalnie obiad w restauracji aż tak bardzo nie odbiega od naszych cen.

Piwo od 1 do 2€ w sklepie, a 2,5-3€ w restauracji
Woda od 0,60centów do 1€
Przekąski typu krakersy,paluszki chippsy 1 do 3€
Pieczywo od 1 do 3€
Greckie sery typu feta od 2 do 8€
Soki w 1l kartonach ok.1,20 – 2€
Masło ( dość drogie) od 3 do 5€
Kiełbaski od 3 do 6€
Krojone suszone mięso ok. 4€ za 100g
Tzacyki od 2 do 5€
Kawa w restauracji od 2,50 do 5 €
Pasty makaronowe ok. 6-8 € w restauracji
Musaka ok. 8€
Mięsa w zestawie z frytkami ok. 8-12 €
Owoce morza od 8 do 18€
Sałatka grecka 5€

Zamawiając kawę kelner przynosi szklankę wody do popicia.
Jeśli ktoś z Was lubi winko i nie chce przepłacać to można do małych sklepików udać się ze swoją butelką i sprzedawca/sprzedawczyni napełni nam ją prosto z beczki:)

Bilety autobusowe w obrębie miasta 1€/osobę dorosłą poza strefą 1,5€
Autobusy między miastowe taki nasz PKS to średnio za trasę 20km ok. 6€
Benzyna 95 to 1,6-1,7€/l

Wypożyczenie auta od 30€/dobę. Cena zależna od mocy silnika i wielkości auta. Drogi na Krecie są kręte i występuje wiele wzniesień,więc trzeba zwrócić na to uwagę. Naturalnie im dłuższy czas wynajęcia tym cena bardziej przystępna.

http://www.autogrecja.pl/samochody_wynajem_kreta_kissamos.php

Co z napięciem?
Nie ma problemu,tak jakbyśmy nie wyjechali z kraju – 220V

Co może uprzykrzyć pobyt na wyspie?
Komary.Tak są tam komary,nie bzyczą jak nasze,ale bywają dokuczliwe zwłaszcza dla osób z alergią.
Cykady.Pod koniec sierpnia koncertują całe noce.Na początku jest to urocze,ale później….
Woda z kranu.Jeśli chcecie przygotowywać wodę do picia prosto z kranu to może ona mieć lekko słonawy smak( uroki wyspy),warto zaopatrzyć się w mineralną niegazowaną:)

Jeśli macie jakieś pytania chętnie odpiszę.

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii Europa, Kreta, informacje, podróże